Współczesna historia Zamku Tuczno - cz. 10 PDF Drukuj Email
Wtorek, 19. Luty 2013 12:32

*

1.09.2012. Powtórne odcięcie dopływu gazu do kuchni.

Wojciech Z. wymyśla sposób zemsty za odcięcie dostępu do energii elektrycznej. Ponownie realizuje koncepcję opracowaną w kwietniu i odcina dopływ gazu do kuchni, co jest jednocześnie drugim, poważnym naruszeniem postanowień umowy o nadzór właścicielski zawartej przez Lexor z SARP (fimę należącą do jego konkubiny). Tym razem odcięcie dopływu gazu następuje w wyniku zakręcenia innego zaworu, niż poprzednio, stąd nie występuje ulatnianie się paliwa i nie ma konieczności przywrócenia dopływu gazu, w efekcie blokada dopływu tego medium do chwili obecnej jest permanentna.

Ze względu na obecność gości w Zamku pracownicy Imperio będąc w stanie wyższej konieczności w ciągu kilkudziesięciu minut wstawiają kuchenkę domową zasilaną z małej butli i korzystają z niej przez kilka kolejnych dni do chwili przyłączenia do instalacji zamkowej dużych, zewnętrznych butli.

W tym samym dniu Wojciech Z. sprowadza kolejną ekipę elektryków pod kierunkiem Jana T., który nie cieszy się w społeczności lokalnej zbyt dobrą reputacją - jeżeli mowa o jego uczciwości…
Ekipa ta konstruuje nowe przyłącze (w jego budowie bardzo aktywny udział bierze sam Z.), które później zostaje zalegalizowane poprzez montaż homologowanego licznika w oparciu o umowę z koncesjonowanym dostawcą energii.

T. ogląda teren. Z. bierze aktywny udział w budowie przyłącza.

Budowa zalegalizowanego przyłącza. Aktywny udział Z.

Przyłącze to zasila w energię elektryczną tylko i wyłącznie pomieszczenia mieszkalne zajmowane przez Z. z rodziną – pozostała część budynku na skutek jego świadomej decyzji jest pozbawiona prądu.

Zastanawia jednak jednak rzecz - czy elektryk, Jan T., nie został w jakiś sposób zmuszony do podjęcia określonych działań w wyniku namowy ze strony Wojciecha Z. Świadczyć by o tym mogą poniższe zdjęcia - Wojciech Z. wkłada coś w worku do auta usługobiorcy, przy czym tenże niejako unika kontaktu w miejscu publicznym z przedmiotem. Poniżej prezentowane są kadry z nagranego tego dnia filmu.

Jan T. oczekuje przybycia Wojciecha Z. Jan T. przujmuje podarek Wojciecha Z.

Jan T. akceptuje podarek Wojciecha Z.

Decyzje Wojciecha Z. doprowadzają do kolejnych, poważnych uszkodzeń w kotłowni zimą 2012/2013. Nie zadbawszy o jej ogrzewanie wraz z garażem doprowadza do ich zamrożenia i powstania nowych, poważnych usterek w systemie grzewczym. Stan garażu jest taki, że Z. decyduje się parkować swoje auto przez resztę zimy na dworze! Boi się, że wypływająca z uszkodzonych wskutek jego decyzji grzejników woda skutecznie unieruchomi samochód, które kilka miesięcy wcześniej otrzymuje w użytkowanie od rodziny po sprzedaniu pojazdu swojej konkubiny.

Niebawem należy spodziewać się kolejnych oskarżeń spółki Imperio Polska o nowo powstałe - na początku 2013 roku - zniszczenia. Taka taktyka Wojciecha Z.

*

05.09.2012. Rozpytanie przez Policję w sprawie zgłoszonego przywłaszczenia mienia.

Jakiś czas wcześniej do prokuratury w Wałczu spółka Imperio składa doniesienie o przywłaszczeniu jej mienia przez Wojciecha Z. oraz Annę S. (firma Lexor). Tego dnia w Zamku pojawia się Policja i dokonuje rozpytania.

Wojciech Z. przyznaje się do zarzucanego mu czynu, ale odpowiedzialność zrzuca na Mariusza Ś., na polecenie którego rzekomo dokonuje zatrzymania i odmawia wydania składników majątku Imperio. Początkowo - gdy sprawy idą dobrze - Mariusz Ś. potwierdza wersję Wojciecha Z. Natomiast gdy po kilku miesiącach grozi mu współodpowiedzialność za dopuszczenie się przywłaszczenia mienia spółki, wypiera się swojego udziału i zmienia zeznania oświadczając, że o niczym nie wie, a Wojciech Z. dopuszcza się zatrzymania składników majątku spółki samowolnie i bez konsultacji z nim. I jest to prawda - wspólną wersję uzgadniają dopiero w momencie, gdy początkowo tylko Wojciech Z. zostaje oskarżony o przywłaszczenia. Ratując swoją marionetkę przez odpowiedzialnością karną zeznaje fałszywie na komendzie w Wałczu o wydaniu takiego polecenia przekonując przy okazji, że wszystkie przedmioty należące do Imperio należą do SARP i podlegają/podlegały umowie dzierżawy... Wspólna wersja rozsypuje się w momencie, gdy nad Mariuszem Ś. zawisa groźba współodpowiedzialności...
Wartość przywłaszczonych ruchomości na dzień zgłoszenia wyliczono na 25 956,99 zł brutto opierając się na fakturach zakupowych wystawianych na Imperio Polska. Wśród przedmiotów, o zwrot których od stycznia 2012 roku walczy Imperio są m.in.: telefon komórkowy Samsung B7722, odkurzacz Zelmer Syrius, kuchenka mikrofalowa Samsung, opiekacz Sandwich OPTI, kilka grzejników elektrycznych, lodówka Wihrpool, płyta grzewcza Amica, zmywarka Siemens, telewizory LCD LG (w leasingu Imperio), dalmierz laserowy, wieża ONKYO, pistolet gazowy Smith & Wesson, skaner przeźroczy, parowar Tefal, fotel masujący Quatromed, pralka hotpoint Aris, rowery górskie (6 szt.), akcesoria stanowiące wyposażenie turystycznego sprzętu wodnego, podkładka plamoodporna w ilości 135 szt., 30 obrusów plamoodpornych, 45 szt. ręczników frotte 70x140, pawilon ogrodowy Sumba, nadajnik Unifi (WiFi), kompletna myjka wysokociśnieniowa KARCHER i masa innych, drobniejszych przedmiotów.

Szczególne obawy odnoszą się do obrusów i ręczników, które przechowywane przez cały rok w wilgotnym pomieszczeniu piwnicznym pawilonu w chwili obecnej najprawdopodobniej nie nadają się już do użytku.

4.10.2012 r. prokuratura w Wałczu umarza postępowanie przygotowawcze pomimo przedstawienia przez Imperio Polska niezbitych dowodów na własność tych ruchomości i przyznania się Wojciecha Z. do ich przywłaszczenia! Efekt propagandy o mafii i złodziejach w Zamku? Czy sugestywne, acz fałszywe, zeznania Mariusza Ś., z których dziwnym trafem w aktach sprawy nie ma protokołu?

Prokurator przyjmuje, że postępowanie takie nie może być w danej chwili kontynuowane ze względu na istnienie sporu na tle dzierżawy obiektu. Decyzję uzasadnia, że ruchomości będące wyłączną własnością Imperio Polska i zakupione przez spółkę już w czasie trwania dzierżawy – także jej podlegają!

Innymi słowy Imperio kupując np. telefon dzierżawi go sama sobie na podstawie umowy z SARP!

Wniosek taki prokurator wysnuwa prawdopodobnie na podstawie mataczenia Wojciecha Z. w porozumieniu z Mariuszem Ś., którzy przekonują, iż przedmioty te stanowią nieodłączne wyposażenie dzierżawionego przez Z. budynku i podlegają umowie dzierżawy pomiędzy SARP i Imperio oraz Lexor i SARP, a jednocześnie Z. sam osobiście nie ma świadomości do kogo należą – mimo, że większość z nich samodzielnie zakupił pracując dla, i na koszt Imperio oraz przyznaje się do ich zatrzymania, a co więcej, podpisuje się przy okazji na fakturach zakupowych podczas ich opisywania dla celów księgowych.
Wniosek o podjęcie na nowo umorzonego postępowania wykazujący oczywiste i nie budzące wątpliwości błędy prokuratury wałeckiej wpływa tym razem do innej prokuratury z prośbą o objęcie postępowania szczególnym nadzorem, albowiem dotychczasowe efekty pracy prokuratury wałeckiej budzą wątpliwości co do rzetelności i i sugerują stronnicze podejmowanie decyzji wynikające z uprzedzeń na skutek trwającej już blisko rok polityki oczerniania spółki Imperio. Obecnie sprawa jest w toku, podejrzenie przestępstwa wskutek wcześniejszych fałszywych zeznań Mariusza Ś. pada na niego samego, choć akurat w tej sprawie jest najwyraźniej niewinny. I po co było kłamać, panie architekcie?

*

12.09.2012. Montaż zewnętrznych butli z gazem.

Wskutek samowolnego zablokowania przez Wojciecha Z. dopływu gazu do kuchni wbrew umowie z SARP, w Imperio Polska zapada decyzja o przyłączeniu zewnętrznych butli z gazem do istniejącej instalacji.

Prace zlecone firmie H. z Wałcza polegają na wstawieniu skrzyni na butle 33kg z gazem propan-butan, otwarciu skrzynki gazowej, demontażu reduktora, zaplombowaniu przewodu dolotowego, przymocowania reduktora do elastycznego węża, podłączeniu ich do butli, a całości do przewodu doprowadzającego gaz do kuchni. Prace ogółem zajmują kilka dni, bowiem na wyposażeniu firmy nie ma pasującej skrzynki i należy ją ściągnąć z innego miejsca.

Wojciech Z. pojawia się pod Zamkiem w trakcie wykonywania tych prac, robi kilka fotografii, próbuje nastraszyć pracownika firmy H., po czym uprzejmie donosi, iż Imperio bez wymaganych zgód ponownie prowadzi dużego rozmiaru prace budowlane w obrębie Zamku. Ażeby zwiększyć siłę rażenia nie mniej uprzejmie informuje o przewiercaniu dziur w ścianach Zamku na wylot, aż do kuchni, co nie tylko ma uprawdopodobniać jego zgłoszenie, ale też sugerować bardzo poważne niszczenie konstrukcji Zamku i implikować groźbę katastrofy budowlanej…

Dla nie znających architektury Zamku dodam, że kuchnia znajduje się dokładnie po przeciwnej stronie skrzydła, zatem ściana grubość, a wiertło długość muszą mieć co najmniej 6 metrów, aby podejrzenie było uzasadnione…

Oczywiście SARP nie może pozostać obojętny wobec tak rażącej dewastacji, toteż rusza kolejna lawina opartych na fałszywym oświadczeniu Wojciecha Z. zgłoszeń, od policji (13.09) i konserwatora zabytków (18.09.), przez PINB (zawiadomienie o planowanej kontroli pisze dopiero 27.09.), po prokuraturę (25.09.).

*

14.09.2012. Odroczenie rozprawy z powództwa SARP o eksmisję Imperio.

Sąd w Koszalinie decyduje o odroczeniu rozprawy i przesłuchaniu świadków nie mogąc rozstrzygać w takiej sprawie wyłącznie w oparciu o stanowiska pełnomocników stron, zwłaszcza, że pełnomocnik SARP stawiając zarzuty nie udowadnia ich bazując tylko na oświadczeniach.

Z protokołów rozprawy wynika, iż SARP oskarża bez dowodzenia winy i zrzuca ciężar udowodnienia niewinności na oskarżanego, wbrew zasadom przyjętym w wymiarze sprawiedliwości, najwyraźniej licząc na jego potknięcia i trudności w zgromadzeniu materiału. Czy tak powinna zachowywać się poważna instytucja (SARP) w państwie prawa? Czy tak powinna postępować mecenas Katarzyna J.? Znów zapytam – co na to palestra? Może przydałby się jakiś mały sąd koleżeński i sprowadzenie koleżanki na ziemię?

*

17.09.2012. Pismo Wojciecha Z. nadesłane przez Jacka P.

Wojciech Z. namawia swojego sąsiada, Jacka P., na przesłanie do Zamku pisma, w którym domaga się on wycinki kilku drzew, których korony wystają poza obręb terenu Zamku i nie tylko zaśmiecają mu podwórze, ale też stanowią zagrożenie dla osób i mienia tamże się znajdującego. Drugim żądaniem jest modernizacja i naprawa zadaszenia budynku administracyjno-gospodarczego ze względu niszczenie jego posesji kapiącą z dachu wodą.

Sąsiad Wojciecha Z. niekoniecznie chce iść z nim na współpracę, co wynika z długiego czasu, jaki upływa od dnia sporządzenia pisma (09.09.) do dnia nadania (17.09.). Co prawda nie musi pisma sporządzać samodzielnie, bowiem robi to za niego Wojciech Z., łącznie ze wszystkimi rysunkami i zaadresowaniem koperty włącznie, ma tylko złożyć jeden podpis na końcu dokumentu i ewentualnie udać się na pocztę.
Po analizie pisma na podstawie stylu i charakteru (także pisma ręcznego) wychodzi na jaw, że jego pomysłodawcą i autorem jest Wojciech Z. Wniosek o wycinkę drzew trudny jest do uzasadnienia, być może Wojciechowi Z. nie podobają się opadające liście, być może zasłaniają mu widok. jak to miało miejsce w przypadku - w moim mniemaniu - nielegalnie ściętej korony wierzby w 2011 roku naprzeciwko wschodnich okien studia C. Natomiast remont dachu łatwo uzasadnić – nad jednym z pomieszczeń od dawna istnieją przecieki, które musiały stać się kłopotliwe w obliczu intensywnych opadów deszczu na początku września 2012 r.
Niewątpliwie Mariusz Ś. reprezentujący SARP nie zezwala Wojciechowi Z. na wycinkę drzew, a tym bardziej nie chce słyszeć o sfinansowaniu naprawy zadaszenia zajmowanego przezeń budynku. Stąd pomysł zwrócenia się do Imperio, tyle że nie przez Wojciecha Z. bezpośrednio, a sąsiada, co ma w zamierzeniu infantylnie zmylić odbiorcę co do rzeczywistego nadawcy.

Mimo głupoty tego planu powstaje kuriozalna sytuacja, w której Z. zakazując pracownikom Imperio zbliżania się do przedmiotowego budynku i zajmując go wbrew woli i na szkodę spółki, żąda od niej dokonania napraw – oczywiście na jej własny koszt!

W odpowiedzi spółka Imperio pokrótce informuje rzekomego Jacka P. o konflikcie i rzeczywistym zarządcy obiektu oraz o uznaniu "jego" wniosku za bezzasadny. Mimo, że spółka zobowiązuje się do przekazania go do SARP, po jakimś czasie zmienia zdanie i ignoruje tę nieudolną próbę wykorzystania kolejnego człowieka przez Z. Wygląda na to, że Matrix, jaki wykreował i w jakim żyje Wojciech Z., osiąga tego dnia drugi poziom. Kolejne wydarzenia zdecydowanie przyspieszają schodzenie na coraz niższe poziomy w poszukiwaniu dna…

*

18.09. 2012. Pełnomocnik SARP zawiadamia Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków o dewastacji Zamku poprzez przewiercanie ścian.

Kolejne nieetyczne zachowanie mecenas Katarzyny J. – nie posiadając absolutnie żadnych dowodów i opierając się wyłącznie na oświadczeniu uzyskanym z trzeciej ręki, ze świadomością, że jest ona (ta ręka) w prywatnym konflikcie ze spółką Imperio Polska, składa doniesienie do konserwatora, w którym pisze m.in.:

„podjęto ponownie na terenie Zamku (…) roboty budowlane polegające na wywierceniu dziur w murze na wylot do kuchni i podłączeniu zewnętrznej instalacji gazowej. SARP nie posiada informacji czy zainstalowana instalacja posiada jakiekolwiek atesty, została wykonana zgodnie z właściwą dokumentacją projektową”.

W dalszej części Katarzyna J. informuje, iż sprawa jest bardzo poważna, albowiem już w czerwcu wykryto w Zamku prowadzenie innych robót budowlanych. Dodam, że w tej sprawie później zapadł wyrok uniewinniający. Z informacji tej wynika, że rozmiar robót musi być bardzo poważny, wymagający uprzedniego przeprowadzenia bliżej nie określonych badań i sporządzenia bliżej nieokreślonej dokumentacji projektowej.

Uwaga wszyscy chętni do zakupu kuchenki gazowej – zanim kupicie pierwszą butlę z gazem i podłączycie ją do kuchenki musicie uzyskać jakieś atesty i posiadać dokumentację projektową! Tak należy wnioskować z pisma poważnej mecenas Katarzyny J.! Jeżeli nie wiecie o co chodzi, zwracajcie się z zapytaniem do tej pani.

Pominąć milczeniem należy fałszywy donos o przewiercaniu dziur, który wymyślony jest przez Wojciecha Z. dla efektu. A może widzi on rzeczy niedostrzegalne dla innych? Wszak wiadomo od kwietnia, że posiada on gogle umożliwiające dostrzeżenie nosicieli czapki-niewidki, być może zatem widzi on i dziury w całym...

Jego Matrix osiąga poziom trzeci.

WUOZ poinformowany o poważnej przebudowie nie ma wyjścia – składa doniesienie do Policji w Wałczu i rozpoczyna się cała procedura z planowaną kontrolą PINB włącznie.

*

27.09.2012. Zawiadomienie PINB.

Zgodnie z oczekiwaniami, na podstawie fałszywych doniesień, których ponownie pomysłodawcą jest Wojciech Z., Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego zawiadamia o kontroli, którą przeprowadzi 18.10.2012 o godz. 10:00 poszukując dowodów na nielegalne przeprowadzanie prac budowlanych prowadzących do zniszczenia Zamku. Tym razem jest to nowy inspektor, który w tym roku objął urząd po Zbigniewie A. – znanym nam już z kontroli z 2. maja 2012.


*

1.10.2012. Agitacje rodzinne.

Agitacja zaczepionych gościW tym dniu Wojciechowi Z. zostaje przez rodzinkę przyprowadzone następne auto, ponieważ obecnie używane - należące do konkubiny - jest już w takim stanie, że nie opłaca się z nim robić nic poza sprzedażą.
Nim kierowca odjedzie z powrotem na Śląsk, przypadkiem "wyhaczy" gości Zamku, którym zacznie opowiadać jak to się tutaj źle dzieje...

Sprawy zaszły już tak daleko, że nie tylko Wojciech Z. osobiście, ale także jego rodzina i znajomi agitują i szerzą wrogą propagandę opartą o fałszywe rewelacje. Paranoja - jak widać - bywa zaraźliwa.
Zdziwienie gości musi być niebotyczne dowiadując się, że po imprezie w Zamku wyjadą obrabowani przez sopocką mafię powiązaną z aferą Amber Gold okupującą Zamek, utracą cały majątek i pieniądze przywiezione ze sobą do Zamku, może nawet zostaną pobici jeżeli wszystkiego dobrowolnie nie oddadzą...
To są jednak moje spekulacje na temat szczegółów rozmów z zaczepianymi gośćmi. Faktem jednak jest, że Wojciech Z. uwielbia wyłapywanie ich, najchętniej pojedynczo lub parami, i przekazywanie im swoich fantazji. Jeżeli w danej chwili nie ma ochoty czy czasu na opowiadanie swojej historii (jak widać - moja opowieść liczy ponad 110 stron maszynopisu, a wspominam tu tylko o najciekawszych i najważniejszych zdarzeniach), zadowala się przeszkadzaniem w pobycie w Zamku, np. nakazuje usunięcie się z jakiegoś miejsca, przejazd/przejście inną drogą czy zaprzestanie zabawy na trawniku. Niektórzy z gości przychodzą później do recepcji i pytają: "co to za mężczyzna, co on bredzi". Kiedy dowiadują się, że to były kierownik oraz jakie ma motywacje, dziwią się, że nie ma możliwości usunięcia go z terenu Zamku...

Z punktu widzenia pracowników Imperio Polska jest to bardzo przykre doświadczenie - wystarczy pomyśleć w jakim świetle stawia to sam Zamek w oczach turystów i gości. Jeden pomyśli, że spotyka autentycznego świra, drugi - że coś w tym może być, trzeci - może to prawda. Co prawda nikt z zaczepianych przez Wojciecha Z. gości jak do tej pory z krzykiem nie uciekł po wysłuchaniu jego rewelacji (a na to zapewne wciąż liczy), niektórzy wręcz po pobycie w 2012 roku wypełnionym zaczepkami Z. zarezerwowali mimo to terminy w 2013 r., ale ponownie zapytam -  w jakim świetle stawia to Zamek w Tucznie? Czy nie wystarczająco już Wojciech Z. zepsuł reputację miejsca i okrył, okrywa i okrywać dalej będzie niesławą słynny kiedyś Zabytek?

*

05.10.2012. Sąd Pracy, Szczecinek.

Wojciech Z. składa na początku 2012 roku pozew przeciwko Imperio Polska. Nie zgadza się ze zwolnieniem go w trybie dyscyplinarnym, żąda przywrócenia do pracy, względnie zmiany trybu wypowiedzenia na porozumienie stron, wypłaty zaległego wynagrodzenia, ekwiwalentu za nie wykorzystany urlop i odszkodowania.

Pozew składa w nadziei, że swoją buńczuczną postawą i sfabrykowanymi dowodami przekona sąd co do wykonywania przez siebie pracy w sposób idealny oraz złośliwego zwolnienia go przez Imperio. W tym celu od czasu do czasu udaje się do różnych urzędów i instytucji prosząc o wystawienie czegoś w rodzaju listu polecającego czy też oświadczenia o doskonałej z nim współpracy.

W przypadku starosty wałeckiego spotyka się z odmową nie umówionego spotkania, o wystawianiu czegokolwiek w ogóle nie ma mowy. Wszczyna w urzędzie starosty karczemną awanturę, w efekcie której zostaje z niego siłą wyprowadzony przez ochronę.
Biedny Wojtek – jemu chodziło tylko o podpisanie przez starostę pisma, w którym opisany jest jako doskonały menadżer, organizator, współpracownik, pracodawca i w ogóle powinien dostać złoty medal Zasłużony dla Powiatu Wałeckiego…

Sąd nabiera wątpliwości co do prawdomówności Wojciecha Z. i przychyla się do wniosku strony pozwanej o przesłuchanie świadków. Rozprawa z udziałem świadków ma miejsce 5.10.2012 w Sądzie Pracy w Szczecinku. Ich zeznania potwierdzają stwierdzenia zawarte w piśmie z kwietnia uzasadniającym członkom SARP niewłaściwość wyboru Wojciecha Z. do reprezentowania stowarzyszenia w Zamku.
Z ich zeznań zaczyna się wyłaniać prawdziwy obraz dyrektora (kierownika) Zamku – trudny do uwierzenia na pierwszy rzut oka. Niemal identyczną historię już znamy pod tytułem „Dr Jackyll i Mr Hyde” – ale to jest fikcja literacka. Zaś w Tucznie działo się to naprawdę.

Protokół - Sąd Pracy

Podczas przesłuchań świadków Wojciech Z. kilkakrotnie zwraca się do świadków bardzo podniesionym głosem, na co zwraca mu uwagę przewodnicząca składu. W końcu fakt ten zostaje zaprotokołowany.

Jedna z recepcjonistek opowiada:

„kiedyś podczas wesela Wojciech Z. ganiał swojego psa po sali, a goście przychodzili i mówili, aby ona [inna recepcjonistka – przyp. red.] coś z tym zrobiła, bo przecież on jest całkowicie pijany, a my bałyśmy się reagować. Goście często skarżyli się, że Wojciech Z. potrafił im podczas śniadania podejść do stolika i zażądać, aby natychmiast przestawili samochód. Zdarzało się, że goście potem rezygnowali z noclegu. Gościom nie odpowiadało też to, że pies Wojciecha Z. biegał po zamku. (…) Szef był uczulony na punkcie tych samochodów pod hotelem. Goście żalili się, że Z. potrafił podczas konferencji wejść i zażądać, ażeby właściciel danego samochodu natychmiast go przeparkował. (…) Kiedyś było tak, że goście mieli wykupioną imprezę, poprawiny, a szef na dole miał swoją [prywatną – przyp. red.] imprezę. Przyszedł do tych gości i poprosił, aby ściszyli muzykę, bo on nie słyszy swojej. Goście pytali jak to jest, że mają zamówioną imprezę, a ktoś im każe ściszać muzykę.”

Najbliższa współpracowniczka Wojciecha Z. zeznaje:

Wojciech Z. nie posiadał podstawowej wiedzy w zakresie funkcjonowania tego ośrodka, nie znał cen pokoi, cen posiłków, wynajmu sal. Jak klienci przychodzili, to mieli rozmawiać ze mną. (…) Poprzednia pani dyrektor uczestniczyła prawie we wszystkich spotkaniach z klientami. Wojciech Z. tym się nie zajmował.”

Jedna z recepcjonistek opowiada:

„Kiedyś Wojciech Z. zrobił awanturę, że jakaś kobieta weszła na kuchnię, a ona była na zmywaku. Później okazało się, że nie wiedział, że to jest nowy pracownik.”

Jedna z kelnerek opowiada:

„Wojciech Z. wielokrotnie na mnie krzyczał. Była np. taka sytuacja, że ryba z jednej lodówki została przeniesiona do drugiej, a Z. przychodził i krzyczał, że ukradliśmy, że wszystko kradną, że kłódki założy na lodówki. (…) Prawdopodobnie Dorota Sz. i ktoś jeszcze miały potrącenia z pensji za to, że wyrzuciły jakieś resztki z bankietu [o których Wojciech Z. nie mając żadnych dowodów sądził, że zostały skradzione – przyp. red.] (…) Wiem, że Beata N. miała jakieś problemy nerwicowe, leczyła się, a miało to związek z pracą i kontaktami z Wojciechem Z.”

Andrzej S., który na początku roku2012 zostaje „wtyczką” Wojciecha Z. w Zamku pomimo wcześniejszego zaprzysiężenia - na żądanie Z. - zeznaje fałszywie:

„Wojciech Z. na mnie nigdy nie krzyczał, ani nie miał pretensji do wykonywania moich obowiązków. (…) Nie miałem zastrzeżeń do Wojciecha Z. jako do szefa.”

Andrzej S. ma wszczepione by-passy – kiedy po którejś z awantur z Wojciechem Z. jesienią 2011 r. opuszczał szalenie zdenerwowany, kompletnie czerwony na twarzy, teren Zamku, pracownicy bali się o jego zdrowie i życie… Widać niepotrzebnie, bo to wg powyższych zeznań było udawane!
Z. później poszedł wyżyć się na drugim konserwatorze, Piotrze P., którego męczył pod kotłownią dobre pół godziny, aż w końcu P. poprosił o zwolnienie go z pracy – sam nie miał zamiaru odchodzić ze względu na przepisy warunkujące przyznawanie zasiłku dla bezrobotnych.
Tak więc jeden z pierwszych oskarżanych o notoryczne złodziejstwo pracowników, znajdujący się pod szczególnym nadzorem Wojciecha Z. i jego partnerki, Anny S. (często skarżył się, że go obserwuje z pawilonu i okolic i donosi Z. o jego przerwach w pracy), jeden z większych – mówiąc współczesnym językiem internautów – hejterów szefa, świadczy na jego korzyść…

Prawda jednak musi wyjść na jaw, stąd na konkretne pytania pełnomocnika i sędzi S. odpowiada zgodnie z prawdą i potwierdza większość faktów, o których była mowa wcześniej – stara się jedynie cały czas podkreślać, że jego doświadczenia nie pozwalają na powiedzenie złego słowa o Z.
Fragment jego zeznań uprawdopodobnia teorię o staraniach Wojciecha Z. o nawiązanie dobrych, osobistych relacji z przedstawicielami SARP pomimo odczuwanego przed nimi strachu:

„Kiedyś szef wziął dwie butelki [wódki z witryny recepcji – przyp. red.], a na dole mieliśmy grupę z SARP-u i dostałem polecenie, aby dla niego przynieść jeszcze jedną butelkę, bo on nie chce się z nimi spotkać. Za jakiś czas wysłał mnie po następną butelkę. Później szef zszedł sam do nich, ale co tam się działo to nie wiem.”

My możemy się domyślać – dodawszy sobie odwagi wypijając przynajmniej 4 piwa, zszedł porozmawiać na temat możliwości wyrzucenia Imperio i powołania go na dyrektora Zamku z ramienia SARP. Zapewne oferował wówczas możliwość zgromadzenia i przekazania do SARP wszelkich możliwych tajemnic spółki i ewentualnie kompromitujących ją materiałów, itd., itp.
Spotkanie takie miało miejsce jesienią 2011, już po bardziej dogłębnych przemyśleniach sposobu spełnienia swoich marzeń ujawnionych latem.

Na koniec Wojciech Z. wnioskuje o powołanie kilku nowych świadków – dwójki z nich nie udaje się zlokalizować i doręczyć wezwań. Na kolejnej rozprawie nie stawia się nikt, kto mógłby świadczyć na jego korzyść poza sąsiadem, znanym nam już Jackiem P., który zeznaje na okoliczność rzucania kamieniem w auto kuriera, którą to historię opisano wcześniej.

Protokoły z rozprawy są znacznie bardziej obszerne, większość z historii tamże przytoczonych jest tu wyżej szczegółowo opisana z uwzględnieniem chronologii.

Pozew Wojciecha Z. przeciwko Imperio Polska w styczniu 2013 r. zostaje w całości oddalony jako bezzasadny. Nie wykluczone też, że Wojciech Z. zostanie w efekcie analizy zebranego materiału postawiony przed sądem za stosowanie mobbingu.
Jak inaczej można nazwać jego codzienne niemal krzyki na pracowników, w obecności hotelowych gości, oraz takie polecenia, jak niżej prezentowane, sugerujące złodziejskie praktyki pracowników w przypadku zdarzeń losowych (stłuczenia się naczyń)?

Zdarzenie losowe - czyli kradzież według Z.!


*

18.10.2012. Druga tego roku kontrola PINB.

Na kilkanaście minut przed inspektorem pod Zamek podjeżdża radiowóz Policji. Pracownicy zastanawiają się jaki ich obraz SARP maluje, skoro oficjalne kontrole, co do których nie ma żadnych zastrzeżeń ze strony Imperio, muszą być zabezpieczane przez Policję… Najwyraźniej uprawiana od początku roku propaganda wydaje kolejne owoce.

Po przyjeździe inspektora i dwóch przedstawicieli SARP wszyscy panowie po chwili rozmowy udają się bezpośrednio na inspekcję nie istniejących przewiertów i instalacji gazowej, która rzekomo wymaga badań i projektów.

Na ten widok dyrektor Agnieszka N. wraz ze mną wychodzi z Zamku i zmierza w kierunku miejsca kontroli. W dosyć żartobliwej formie przekazuje zażalenie, iż kontrolowanie nas rozpoczyna się bez naszego udziału… Pada również komentarz, iż najwyraźniej panowie bardzo boją się niewysokiej blondynki skoro inspekcję zabezpieczają Policją. Zapewne Agnieszka N. wspomina w pamięci oskarżenia Wojciecha Z. sprzed pół roku o ciężkie go pobicie...

Po przedstawieniu się sobie nawzajem i podaniu rąk następuje część oficjalna.

Wszyscy oglądają ścianę i skrzynkę, fotografują, zaglądają od spodu do środka, szukają skomplikowanej instalacji i przewiertów. Zapraszam inspekcję do środka i pokazuję, że o żadnych dziurach czy pracach budowlanych nie ma mowy, a zgłoszenie jest fałszywe.

Przyłącze gazu.Inspektor ogląda instalację bardzo dokładnie od jej początku, czyli od butli z gazem, przez ścianę, stare rury, aż po palniki pieców.

Po kontroli wszyscy zasiadają w Sali Kominkowej i rozpoczyna się sporządzanie protokołu.
Inspektor widzi, że przyjechał na próżno, więc żeby nie było żadnych wątpliwości zadaje przedstawicielom SARP pytanie:

„Gdzie są te przewierty, które Państwo zgłaszaliście? Czy możecie je wskazać?”

Panowie z SARP w wielkiej konsternacji – tłumaczą, że tak po prawdzie to oni nie wiedzą o co chodzi, przyjechali tu tylko na odgórne polecenie…

Inspektor na tę chwilę nie jest w stanie jednoznacznie stwierdzić czy wykonane przyłącze kwalifikuje się pod jakąkolwiek kategorię prac budowlanych zgodnie z literą ustawy, toteż rozstrzygnięcie pozostawia na później.

Po sporządzeniu protokołu wszyscy się rozjeżdżają.

Na zdjęciu powyżej przyłącze wykonane z atestowanych materiałów przez uprawniony podmiot do istniejącego orurowania w Zamku (fotografia wykonana od spodu skrzynki gazowej). Śladów przewiertów aż do kuchni, zagrażających konstrukcji Zamku w myśl donosu Wojciecha Z. - nie stwierdzono.

*

21.10.2012. Próba kradzieży sprzętu pływającego

Uszkodzona kłódka rowerka wodnegoPracownicy odkrywają próbę kradzieży sprzętu wodnego – rowerka, a być może też i łódki z kajakami.

Pierwsza myśl – Z. namówił kogoś do przestępstwa. Znając go, jego nienawiść względem Imperio, jego dotychczasowe działania z fałszywymi donosami i oskarżeniami na czele oraz posługiwanie się organami państwowymi do osiągnięcia osobistych celów, myśl o zleceniu kradzieży sprzętu wodnego i zaszkodzeniu w ten sposób Imperio wydaje się uzasadniona w oczach pracowników. Jednak nie posiadając żadnych dowodów nie reagują inaczej, jak tylko przeniesieniem sprzętu następnego dnia do magazynku.

Nie ulega najmniejszym wątpliwościom, że gdyby to Z. odkrył u siebie ślady manipulacji np. przy drzwiach samochodu czy zajmowanego studia C, w ciągu kilku minut byłby na komendzie składać zawiadomienie o tym, że pracownicy Imperio próbowali włamać się do samochodu czy też studia C.

Jeżeli podejrzenia o udziale Wojciecha Z. w zleceniu kradzieży sprzętu wodnego należącego do Imperio Polska jest słuszne, uprzejmie proszę o zgłoszenie się do autora niniejszego materiału wykonawców zlecenia. Zgodnie z Prawem Prasowym, na zasadach którego funkcjonuje niniejsza witryna - zarejestrowana w Sądzie Okręgowym w Koszalinie jako pełnoprawne czasopismo - anonimowość jest całkowicie gwarantowana i Wasza opowieść ujrzawszy światło dzienne nie spowoduje dalszych reperkusji. Jako dziennikarz i wydawca mam prawo do utajniania źródła swoich informacji, także przed sądem.


*

23.10.2012. Rozprawa w sprawie Mateusza K.

Wokanda - sprawa Mateusza K.

Rozprawa ma miejsce po odwołaniu się od wyroku wydanego zaocznie, który skazywał Mateusza K. na karę grzywny za zablokowanie drzwi kotłowni służbowym samochodem Imperio w dniu 02.05.2012 r. na podstawie fałszywego donosu Wojciecha Z. popartego "dowodami" spreparowanymi przez Mariusza Ś. Sąd w tym przypadku słusznie zauważył, że sam oskarżony nie miał możliwości obrony przy zaocznym rozstrzygnięciu w pierwszej instancji.

W trakcie rozprawy wychodzą na jaw matactwa ze strony kilku osób z SARP i Wojciecha Z., który zostaje później (na kolejną rozprawę) wezwany przez sąd jako świadek.

Na tej konkretnie rozprawie nie pojawia się nikt ze strony SARP pomimo doręczenia wezwań. Z tego powodu pełnomocnik SARP wnosi o udzielenie pomocy prawnej w postaci przesłuchania ich w miejscu zamieszkania, bowiem z Warszawy jest taki szmat drogi… To już znana nam metoda postępowania w sytuacji, gdy nic nie usprawiedliwia - kolokwialnie mówiąc - olania wezwania sądu.

Zastanawiające, że m.in. Mariuszowi Ś. nie chciało się jechać na rozprawę pomimo odebranego wezwania, ale popchać w maju autko pod kotłownią – jak najbardziej, i to pomiędzy dniami ustawowo wolnymi od pracy, o czym już wcześniej była mowa.

Nie stawia się również Zbigniew A., były inspektor PINB w Wałczu, świadek ze strony SARP. O przypuszczalnych powodach pisano już wyżej.

Świadek Leon A. – prywatnie bardzo sympatyczny człowiek - przed rozprawą rozmawia z pracownikami Imperio. Wyraża żal, że sprawy zaszły aż tak daleko i nagle… uświadamia sobie, że miał zeznawać, jakoby to oskarżony auto ustawił przed drzwiami kotłowni, tylko że… on tego nie widział, a samochód już stał w momencie jego przybycia.
To dowodzi jak bardzo Wojciech Z. poprzez SARP próbuje wpływać na świadków podając im gotowe historie na talerzu, a ci bez zastanowienia przyjmują wszystko za pewnik.

Po kolejnej rozprawie Mateusz K. zostaje uniewinniony od zarzucanego mu czynu, przez co tym razem wałecka sprawiedliwość triumfuje i wymazuje błędy poczynione wcześniej na powrót zyskując zaufanie prześladowanych nieustannie przez SARP i Wojciecha Z. obywateli.

*

Październik 2012. Kalendarz Agnieszki N.

Kalendarz Agnieszki N.Tak oto wygląda w październiku 2012 roku kalendarz Agnieszki N., dyrektor Zamku pełniącej tę funkcję od początku 2012 roku i od tej pory nieustannie atakowanej przez Wojciecha Z. z prywatnych pubudek, ale działającego w imieniu SARP.

Każde kółko oznacza rozpytanie, przesłuchanie, rozprawę, kontrolę, wizytę na komendzie, itp., wszystko za sprawą tylko i wyłącznie działań Wojciecha Z.

Zastanawiające czy w tej sytuacji nie powinno się zacząć mówić o zakamuflowanym stalkingu.
Przypomnę w tym miejscu definicję tego przestępstwa: "złośliwe i powtarzające się nagabywanie, naprzykrzanie się, czy prześladowanie, zagrażające czyjemuś bezpieczeństwu".

W polskim kodeksie karnym stalking (zdefiniowany jako uporczywe, złośliwe nękanie mogące wywołać poczucie zagrożenia) stanowi przestępstwo zagrożone karą pozbawienia wolności do 3 lat lub, w przypadku doprowadzenia ofiary do próby samobójczej, do 10 lat.

Czyny Wojciecha Z. wobec Agnieszki N. w 100% wyczerpują znamiona definicji stalkingu w polskim prawodawstwie.

*

06.11.2012. Rozprawa w sprawie Agnieszki N.

Bojlery w ZamkuSprawa tyczy się oskarżenia o przeprowadzanie zakazanych prac budowlanych na terenie Zamku w związku z montażem bojlerów do podgrzewania ciepłej wody użytkowej.
Pełnomocnik SARP dwoi się i troi, ale nie jest w stanie wykazać winy oskarżonej. Sąd postanawia powołać dodatkowych świadków, m.in. Wojciecha Z. i Ewę S., inspektor z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Szczecinie, świadków strony skarżącej, albowiem nie chce wydawać wyroku w oparciu wyłącznie o zeznania świadków obrony.

W trakcie następnej rozprawy skarżący również nie potrafią wykazać winy, zwłaszcza że Wojciech Z. kompromituje się podczas przesłuchania sugerując swoim komentarzem brak niezawisłości Sądu, zaś Ewa S. w ogóle nie pojawia się na rozprawie, za co zostaje na nią nałożona grzywna. Dzwoni jakiś czas później do Agnieszki N. z pretensjami za nałożenie na nią kary…

Montaż bojlerów wyrokiem sądu dopiero po odwołaniu okazuje się nie być żadnym rodzajem prac budowlanych. Ściana, na której je zamontowano, zgodnie z prawdą okazuje się nie być zabytkową, lecz postawioną współcześnie podczas odbudowy Zamku celem oddzielenia starej kotłowni węglowej od reszty obiektu, zaś dziury wykute 15 lat temu okazują się nie być wykutymi kilka miesięcy temu wbrew donosowi Wojciecha Z. i sugestiom zawieszonej dziś w wykonywaniu obowiązków służbowych inspektor Ewy S.

Zapada oczywisty w tej sprawie wyrok uniewinniający.

Ale Wojciech Z. wie lepiej, Mariusz Ś. wie lepiej, cały zarząd SARP wie lepiej, ze montaż tych urządzeń spowodował potworną i nieodwracalną dewastację Zamku i zagroził jego istnieniu, za co należy się więzienie dla sprawcy... Skoro gość może wykąpać się teraz w ciepłej wodzie, wbrew ich woli, oznacza to ruinę dla Zamku. Staram się nie używać w tym materiale prostackich porównań i określeń, ale nie mogę skomentować poczynań tych panów inaczej, jak tylko żal.pl.

*

28.11.2012. Przyjazd biegłego sądowego w zakresie pożarnictwa w towarzystwie policjanta.

W tym dniu ze względu na wznowienie postępowania w jednej ze spraw dotyczących kotłowni gazowej (po wniesieniu odwołania przez SARP od niekorzystnej dlań decyzji) do Zamku przyjeżdża biegły sądowy wraz z obstawą. Ok. 16:20 panowie udają się do kotłowni zlokalizowanej w budynku, który zajmuje Wojciech Z. Za ich zgodą udaję się z nimi w celu udokumentowania stanu kotłowni na wypadek kolejnych mataczeń Wojciecha Z. i SARP.

Wojciech Z. widząc mnie informuje biegłego i policjanta, że zabrania mi wstępu do kotłowni i że wstęp takowy posiadają jedynie przedstawiciele zarządu Imperio Polska.

Stanowi to kolejne jawne i bezprecedensowe, bowiem w obliczu bardzo poważnych świadków, pogwałcenie decyzji Sądu Okręgowego z 6. czerwca 2012 r. zakazującej mu tego typu praktyk.
Jednocześnie buduje wrażenie, że Imperio jednak ma wstęp, choć nie ma…

Po powrocie biegły zapoznaje się z udostępnioną mu dokumentacją, jej część zabiera ze sobą (sporządzony zostaje szczegółowy wykaz zatrzymanych dokumentów).

Ponieważ nie jest to formalne przesłuchanie czy rewizja, trwają luźne i niezobowiązujące rozmowy. Dyrektor Agnieszka N. już na samym początku pyta czy wizyta jest związana z jednoczesnym przesłuchaniem i czy rzeczy, o których tego dnia mówi mogą być wykorzystane przeciwko niej. Policjant zaprzecza. Stąd w czasie rozmowy jest i kawa, i żarciki.

Jeden z żartów Agnieszki N. obraca się później przeciwko niej – na pytanie policjanta gdzie znalazła książkę obiektu budowlanego, której do tej pory nie było, żartobliwie stwierdza „na strychu, za bombkami” mając w głowie obraz przedświątecznych przygotowań w marketach, które niedawno odwiedzała.
Mimo, że nie było to przesłuchanie, policjant 2 dni później żart ten włącza do swojego protokołu traktując go śmiertelnie poważnie…

*

30.11.2012. Przyjazd policjanta obecnego z biegłym 2 dni wcześniej.

Na ten dzień zaplanowano przesłuchania świadków. W trakcie składania zeznań przeze mnie policjant pyta: gdzie znalazła się książka obiektu budowlanego?

Odpowiadam: w archiwum zamkowym pomiędzy jakimiś starymi teczkami z dokumentami – to ja ją tam znalazłem kilka dni wcześniej w trakcie szukania jakichś innych dokumentów.

Na to policjant pyta: w jaki sposób ustosunkuje się pan zatem do słów pani Agnieszki N., która stwierdziła, że książkę tę znalazła na strychu za bombkami?

Robię wielkie oczy i zaczynam śmiać się w duchu, może tez i widać to na zewnątrz. Informuję policjanta, że to niemożliwe, ponieważ to ja tę książkę znalazłem i o fakcie niezwłocznie powiadomiłem Agnieszkę N.

Policjant jednak naciska – „ale pani N. tak właśnie powiedziała”. Postanowiłem naprowadzić oficera na właściwy trop i stwierdzam, że N. najwyraźniej sobie zażartowała, dla mnie to tak wygląda. Policjant jednak podtrzymuje „to było powiedziane poważnie”, po czym przechodzi do następnego wątku.

Każdy, kto zna Agnieszkę N., wie, że oprócz zarządzania Zamkiem równie dobrze mogłaby zająć się występowaniem w kabarecie w skeczach improwizowanych, bez żadnego przygotowania i scenariusza. Potrafi ona swoimi celnymi i powalającymi na kolana ripostami rozbawić każdego – może poza nieprzychylnie nastawionymi policjantami i niektórymi członkami zarządu SARP, którzy także dowcipy wykorzystują przeciwko żartującemu, co opisywałem wcześniej przy okazji relacjonowania wydarzeń z lutego 2012.

*

06.12.2012. Zapowiedź kolejnej kontroli z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków.

Inspektor informuje, iż na dzień 21.01.2013 r. planuje kontrolę realizacji zaleceń pokontrolnych z 14.03.2012. Zalecenia te odnoszą się do SARP, który został zobligowany do przebudowy systemu i uruchomienia ogrzewania w Zamku oraz naprawy elewacji skrzydła wschodniego w terminie do 30.10.2012.

*

14.12.2012. Rozprawa z wniosku SARP.

W tym dniu SARP wnosi o:

  • wydanie mu Zamku wraz ze wszystkimi kluczami, lub gdyby się nie udało, to o:
  • umożliwienie Wojciechowi Z. wstępu na teren Zamku w celu wykonywania kontroli stanu technicznego obiektu i jego instalacji (pomijając fakt, że Z. nie posiada w tym zakresie żadnych uprawnień czy przeszkolenia), lub gdyby się nie udało, to o:
  • zmuszenie Imperio do włączenia prądu w kotłowni, kupienia gazu, naprawy zniszczonej przez Wojciecha Z. instalacji i ogrzewania Zamku przez całą zimę.

Pierwszy wniosek musi upaść, bowiem w tej sprawie toczy się odrębne postępowanie. Kolejny raz z rzędu gratuluję prawniczce SARP, Katarzynie J., rozeznania w przepisach prawa i w sytuacji. Jeżeli palestra pozostanie dalej obojętna wobec tak rażącego naruszenia etyki, to normalnie… nie wiem co napisać w tym miejscu.

Drugi – może przejść, tylko jak Wojciech Z. udokumentuje swoje uprawnienia inspektora technicznego i budowlanego?

Trzeci – najwyraźniej SARP w dalszym ciągu uważa, że znalazł frajera, który będzie sponsorował Wojciecha Z. i pośrednio SARP przez całą zimę czekając cierpliwie do wiosny na słowa „dziękujemy i żegnamy”, i sobie pójdzie…

Z końcem lutego 2013, po odwołaniu się Zarządu SARP od tej decyzji, stowarzyszeniu sąd przyznaje prawo do okresowej kontroli stanu technicznego Zamku - w każdy pierwszy wtorek miesiąca na teren Zamku ma być wpuszczony przedstawiciel SARP celem dokonania inspekcji obiektu, po uprzednim zaanonsowaniu takiego zamiaru spółce Imperio Polska, z odpowiednim wyprzedzeniem. Spółka Imperio Polska nie widzi przeszkód przed tego rodzaju inspekcjami - z jednym wyjątkiem.
Nie ulega najmniejszej wątpliwości, iż reprezentantem wyznaczonym do kontroli będzie Wojciech Z. Człowiek ten, jako persona non grata na terenie obiektu ze względu na jego wybitnie niszczycielską i szkodliwą nie tylko dla samego Zamku, ale i dla spółki działalność nie może być samodzielnie wpuszczony na teren obiektu. Nie tylko nie posiada on absolutnie żadnych uprawnień kontrolnych (czy to budowlanych, czy konserwatorskich) ani żadnego wykształcenia i wiedzy w tym kierunku, ale i zachodzi uzasadniona obawa, że dokonując samookaleczenia w trakcie kontroli będzie usiłował dowodzić napaści na jego osobę celem kolejnego zdyskredytowania spółki i jej pracowników w oczach opinii publicznej.
Niewątpliwie nie sporządzi on także żadnego wiarygodnego protokołu z przeprowadzonej kontroli, pomijając już kwestię braku wymaganych uprawnień i wiedzy.

Dlatego spółka Imperio wnosić będzie o wyznaczenie innego, niezależnego reprezentanta SARP do przeprowadzania okresowych kontroli, którego można będzie w Zamku podjąć z należnym szacunkiem i zaufaniem, bez obecności funkcjonariuszy odpowiedzialnych za bezpieczeństwo osób i mienia znajdującego się w tym czasie w Zamku.
Wniosek taki w chwili pisania tego materiału jest w przygotowaniu.

*

17.12.2012. Sąd Gospodarczy w Koszalinie

Wokanda - 17.12.12

W tym dniu ma miejsce rozprawa o zaniechanie naruszeń z wniosku Imperio Polska przeciwko SARP.
Z całej plejady świadków tylko jest  tylko dwóch - i to strony Imperio Polska – ja i Andrzej S. Stawiamy się obaj, jakkolwiek w moim przypadku mogło dojść do spóźnienia, albowiem moje wezwanie wskazywało na godzinę 10:00, zaś rozprawa zaczęła się już o 9:00. Przypadek czy zaplanowany z góry harmonogram przesłuchań?
Przybywam godzinę wcześniej, niż wynikało to z wezwania, stąd udaje się uniknąć spóźnienia.

Ze strony SARP tradycyjnie już nie pojawia się absolutnie nikt. Wszyscy nagle tracą możliwość przybycia do Koszalina, może poza Mariuszem Ś., który wg słów pełnomocnika SARP ma dotrzeć ok. godziny 11:00.
Nasuwa się wniosek, że Zarząd SARP uwielbia procesowanie się – ale nie lubi stawiać się w sądach. Pytanie – dlaczego? Zwykłe „nie chce mi się jechać” to trochę mało. Za to wystarczającym powodem jest „boję się mataczyć, kłamać i naginać fakty stojąc przed sądem”. Tyczy się to zwłaszcza Wojciecha Z., który zaczyna ostatnimi dniami bardzo narzekać na SARP – stowarzyszenie nie chce zwracać mu wielu kosztów życia, w tym właśnie dojazdu do sądów. Podobno nie tak miało być, inaczej się z SARP, tj. z Mariuszem Ś.,  umawiał…

Ponieważ sąd jest zaznajomiony z problematyką Zamku ze względu na inne toczące się w tym miejscu sprawy, nie ma potrzeby referowania zdarzeń od początku, choć podczas zeznawania próbuję właśnie to robić. Pytania sądu są konkretne i mają na celu potwierdzenie, tudzież zaprzeczenie faktom, z ewentualnym wniesieniem nowych szczegółów.

Ze względu na nieobecność świadków SARP (tradycyjnie już pełnomocnik składa wniosek o pomoc prawną w postaci przesłuchania w miejscu zamieszkania) rozprawa po przesłuchaniu naszej dwójki zostaje odroczona.

*

18.12.2012. Wojciech Z. uznany winnym wykroczeń z par. 107 kodeksu wykroczeń i skazany.

Jakiś czas wcześniej Imperio Polska składa doniesienie przeciwko Wojciechowi Z. ze względu na jego notoryczne, złośliwe zachowanie względem pracowników spółki Imperio Polska, co wyczerpuje znamiona wykroczenia z par. 107 kodeksu wykroczeń:

Kto w celu dokuczenia innej osobie złośliwie wprowadza ją w błąd lub w inny sposób złośliwie niepokoi podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1500 złotych albo karze nagany.

Jeżeli wśród czytających niniejszy materiał są prawnicy, doskonale orientują się w czym rzecz.

Wyrok

W sentencji wyroku sąd zawiera zaledwie 6 z kilkunastu zgłoszonych przypadków, jakkolwiek pozwalają one na wydanie wyroku skazującego Wojciecha Z. na karę 300 zł grzywny i zwrot kosztów postępowania w łącznej wysokości 70 zł.

Kara ta jest kompletnie nie adekwatna do strat finansowych i moralnych, do jakich przyczynił się Wojciech Z., jakkolwiek pracownicy Imperio Polska kolejny raz dostają dowód, że czasem sprawiedliwość, nawet wałecka, może zatriumfować.
Obecnie oczekuję wiadomości o sprzeciwie od wyroku, bowiem nie wydaje mi się, aby grzywna ta została zapłacona – Wojciech Z. w kieszeni ma całe stado mięsożernych drapieżników, głównie ludo-ręko-jadów.

Zastanawiające jest tylko jak udowodni on, że nie odciął ogrzewania Zamku w lutym 2012, nie zamknął bramy w sierpniu pozbawiając na krótko wolności pracowników Enea, gości hotelowych i pracowników Imperio, nie zablokował czujnika fotokomórki powodując całodzienne oświetlanie parkingu, dwukrotnie nie odcinał dopływu gazu, nie przejął kontroli nad kotłownią…

Może poprosi sąsiada, aby zeznał, że nie widział go podczas wykonywania zarzucanych mu czynów, co generalnie jest prawdą? Będzie trudno skoro przyznał się do wszystkiego w pierwszej instancji, tyle że usprawiedliwił się tradycyjnie poleceniami SARP. Może jednak sprzeciwu nie będzie? Okaże się za jakiś czas.

*

21.12.2012. Oddalenie wniosku o zabezpieczenie roszczeń SARP przeciwko Imperio – w całości.

Sąd Rejonowy w Koszalinie, Wydział Gospodarczy, oddala w całości wniosek SARP z 14.12.2012 o:

  • wydanie mu Zamku wraz ze wszystkimi kluczami, lub gdyby się nie udało, to o:
  • umożliwienie Wojciechowi Z. wstępu na teren Zamku w celu wykonywania kontroli stanu technicznego obiektu i jego instalacji, lub gdyby się nie udało, to o:
  • zmuszenie Imperio do włączenia prądu w kotłowni, kupienia gazu, naprawy zniszczonej przez Wojciecha Z. instalacji i ogrzewania Zamku przez całą zimę.

Sąd w uzasadnieniu postanowienia pisze: „(…) wniosek powoda o udzielenie zabezpieczenia jako nieprzekonująco umotywowany, ogólnikowy, odwołujący się do spornych okoliczności i nie wykazujący interesu prawnego w uzyskaniu zabezpieczenia należało oddalić.

Wynika z tego jasno, że SARP próbuje ugrać za pośrednictwem sądów cokolwiek. Składa pozwy i wnioski bez żadnego szczególnego uzasadnienia, a przede wszystkim bez żadnego interesu prawnego, wyłącznie w celu wykorzystania organów państwowych w konflikcie z Imperio Polska zainicjowanym przez Wojciecha Z. i Mariusza Ś.

Po części to się im udaje - po odwołaniu niebawem Zarząd SARP zyskuje możliwość przeprowadzania comiesięcznych kontroli stanu Zamku. Powstaje pytanie - czy na kontrolującego Zarząd stowarzyszenia wyznaczy skazanego prawomocnym wyrokiem (opisywanym wyżej) Wojciecha Z., który znany jest z nieuzasadnionej nienawiści do spółki Imperio Polska?
Imperio Polska nie ma co do tego absolutnie najmniejszych wątpliwości.

Zarząd SARP stanowi Mariusz Ś., a jego marionetką w Tucznie jest Wojciech Z. Nie ma innej opcji, jak tylko wyznaczenie go na kontrolera, pomimo braku odpowiednich uprawnień, wiedzy czy wykształcenia. Będzie niebawem ciekawie...

Członkowie SARP powinni się teraz bardzo głęboko zastanowić nad dwoma kwestiami, które wynikają z wszystkich przegranych przez nich procesów oraz wyroków uniewinniających pracowników Imperio Polska od zarzucanych im czynów:

  • czy rzeczywiście Wojciech Z. jest właściwą osobą na właściwym miejscu w świetle dotychczasowych wydarzeń
  • czy obecny prezes SARP, Mariusz Ś., jest właściwą osobą na właściwym miejscu w świetle dotychczasowych wydarzeń

Z niniejszego materiału wynika niezbicie, że stawiając na szali dobre imię stowarzyszenia obaj próbują wykorzystać je do prywatnych gier o grube pieniądze. Czy Państwo wierzycie w bajkowe hipotezy, że obaj wszystko to - fałszywe zeznania i preparowanie dowodów - czynią wyłącznie w imię Zamku Tuczno? Że starają się wyrzucić sopocką mafię związaną z aferą Amber Gold z Zamku? Ot tak, narażając życie własne i bliskich, w imię zasad? Jeżeli tak, to jesteście bardziej naiwni, niż Wasze kilkuletnie dzieci...

Mariusz Ś. składa jeszcze kwietniu 2012 roku po raz wtóry propozycję przyjęcia przez dyrektor Zamku premii gotówkowej za przejście do SARP deklarując te same warunki, co w marcu.

Dlatego nie ma wątpliwości, że gra idzie o pieniądze. Gdyby chodziło o Zamek, o honor, o inne wartości niematerialne – dyskusja miałaby inny charakter, niż prezentowanie koperty na biurku, a po odmowie przyjęcia straszenie kontaktami w Centralnym Biurze Śledczym, które rzekomo po jednym telefonie Mariusza Ś. może do Tuczna przyjechać i wszystkich wyprowadzić zakutych w kajdany… I co potem? Kto tu będzie pracował? Pod jakim zarzutem CBŚ wszystkich aresztuje? Bo kolega zadzwonił i poprosił o przysługę? Widocznie wydaje mu się, że tam też pracują idioci - za przeproszeniem pracowników CBŚ.


CZYTAJ DALEJ>>>